
W moich opowieściach często pojawiają się historie tancerek i klientów. Jeśli śledzisz mój blog, z pewnością znasz już ich losy, przemyślenia czy priorytety. Pisząc, często czuję się tak, jakbym znów wracała do opisywanych miejsc, gdzie ożywają wspomnienia, dźwięki i obrazy. Ale nagle zauważam, że czegoś w nich brakuje…
Rzadko poruszam temat właścicieli klubów, choć bez nich ten cały świat nie miałby racji bytu. Może wydawać się, że są mniej interesującymi postaciami, ale to złudzenie. W rzeczywistości kryją w sobie niezwykle fascynujące osobowości, które warto poznać bliżej.
Życie właścicieli klubów
Ich dni są krótkie, a noce długie – właściciele klubów prowadzą styl życia podobny do barmanek i tancerek. W takim trybie łatwo stracić kontakt z resztą świata: kiedy oni kładą się spać, inni zaczynają dzień. Kiedy oni pracują, inni się bawią. Zarządzanie klubem to ogromna odpowiedzialność, wymagająca pełnego zaangażowania. Czy oznacza to jednak, że praca ta jest pozbawiona przyjemności? Wcale nie. Spotkałam wyjątkowe osoby, które przełamują ten stereotyp: właścicieli, którzy aktywnie uczestniczą w życiu klubu i nie boją się być w centrum wydarzeń.



W roli barmana
Podczas mojej wizyty w Oslo w Norwegii spotkałam właściciela klubu, który prowadzi swój biznes od 20 lat, a mimo to każdej nocy osobiście obsługuje bar. To jego sposób na bycie blisko swojego lokalu i ludzi, którzy go odwiedzają.
Zapytałam go, jak udaje mu się zachować entuzjazm do pracy po tylu latach. Jego odpowiedź mnie zaskoczyła:
\”Motywację? Tutaj każda noc jest inna, zaskakująca. Muszę motywować się, żeby nie przychodzić do klubu zbyt wcześnie!\”



W roli tancerki
Szwecja zaskoczyła mnie pod wieloma względami, a klub w Göteborgu nie był wyjątkiem. Spotkałam tam właścicielkę, z którą rozmawiałam o warunkach pracy dla moich tancerek. Był środek tygodnia, gości niewielu, więc umówiłam się w \”godzinach pracy\” klubu, by zobaczyć, jak funkcjonuje na co dzień.
W trakcie rozmowy właścicielka nagle przeprosiła mnie, wstała, podeszła do rury i wykonała spektakularny, trzyminutowy pokaz, po czym wróciła do rozmowy. Zaskoczona, spytałam, skąd ta niespodziewana zmiana roli. Odpowiedziała z uśmiechem:
\”Często tańczę razem z dziewczynami. To moja pasja, która jednocześnie pozwala mi nigdy nie zapominać o tym, że taniec jest wymagającą pracą.\”
Już wtedy wiedziałam, że współpraca z nią będzie wyjątkowa.
Życie bez ograniczeń
W Monachium spotkałam kolejne osoby, które zmieniły moje spojrzenie na branżę taneczną. Właściciel klubu prowadzi go od 14 lat, a jego żona jest jedną z tancerek. To para, która nie poddaje się społecznym konwenansom i żyje według własnych zasad. Ich szczęście i sposób życia były dla mnie kolejną ważną lekcją.
Świat nocnych klubów jest niewątpliwie barwny i fascynujący. Codziennie obserwuję go z bliska i coraz bardziej przypomina mi reality show, od którego trudno oderwać wzrok.


Kate :*
